Więzienny uciekinier pobierał zasiłek i został ojcem. Przez pięć lat chodził wolno

Zbiegły więzień przez pięć lat prowadził normalne życie. Regularnie pobierał zasiłek, zdążył także zostać ojcem. Wpadł dopiero po kilku latach bezprawnego przebywania na wolności. Historia rodem z komedii sensacyjnej naprawdę wydarzyła się w Irlandii.

Pod koniec maja 2009 roku Mark F. spod Dublina został skazany na 1,5 roku odsiadki za stwarzanie zagrożenia na drodze. Z początku trafił do Wheatfield Prison pod Dublinem. Po dwóch miesiącach został przetransportowany Shelton Abbey w hrabstwie Wicklow.

Mężczyźnie trochę zatęskniło się za domem. Na tyle, że postanowił nawiać. W placówce w której go umieszczono nie było to akurat trudne. Jako że Shelton Abbey to otwarte więzienie, dosyć szybko udało mu się z niego uciec. Po wydostaniu się z pudła wrócił w rodzinne strony.

Wydawałoby się, że jako zbiegły więzień powinien się ukrywać. Zamiast wracać do domu powinien znaleźć sobie dobrze zakamuflowaną kryjówkę i prowadzić życie przyczajonego zbiega. Po zakupy i na załatwianie spraw powinien wysyłać zaufane osoby. Wszystko, żeby znowu nie trafić za kraty.

Tak wygląda to w filmach bądź w przypadku elitarnych mafiosów. Sytuacja Marka F. wyglądała jednak zgoła inaczej. Mimo że był zbiegłym więźniem, bez problemu mógł chodzić po ulicy. Przez długi czas nikt nie robił mu z tego powodu problemów. Co więcej – jak podaje „Irish Independent”, będąc na wolności zaaplikował o zasiłek. Który przyznano mu bez żadnego problemu. Nikt nie zainteresował się dokładnie osobą zbiegłego więźnia. Mimo że podał swoje dane wręcz na talerzu.

Jakby tego było mało podczas pobytu na wolności mężczyzna zadbał o zapewnienie sobie potomstwa. W 2013 roku udało mu się zostać ojcem. Również i w tym przypadku nikt nie interesował się podejrzanym mężczyzną odwiedzającym żonę w pobliskim szpitalu.

Tak dobra passa nie mogła jednak trwać wiecznie. W listopadzie 2014 w końcu został aresztowany. Oznacza to, że od czasu pamiętnej ucieczki udało mu się przesiedzieć na wolności aż pięć lat. Jakkolwiek w końcu udało się go ująć, wszystko trwało w koszmarnie ślamazarnym tempie.

Jego pobyt na wolności miał miejsce pod Dublinem. Jest to duże miasto w którym lokalna policja powinna być postawiona w takich przypadkach na nogi. A jeśli nie, to chociaż odpowiednio poinformowana, że więzień uciekł i może przebywać w okolicach swojego domu.

Tymczasem Mark F. mógł spokojnie poruszać się po dublińskich ulicach. Przemykał pod nosem policjantów, którzy na jego widok powinni go przymknąć. Ponownego aresztowania na pewno nie ułatwił fakt, że karę odsiadywał w innym hrabstwie.

Niedawno stwierdzono, że mężczyzna wróci za kraty. Będzie musiał odsiedzieć resztę wyroku, czyli 14 miesięcy. Mimo bezczelnej ucieczki i wodzenia wymiaru sprawiedliwości za nos, nie dostał dodatkowej odsiadki. Najzabawniejsze jest to, że gdyby nie uciekł, już dawno miałby to wszystko za sobą.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.