Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | „Szukam bohaterów nieoczywistych”. Wywiad z Olgą Chajdas | ng24.ie

„Szukam bohaterów nieoczywistych”. Wywiad z Olgą Chajdas

chajdas1

Zdjęcie: Materiały własne – Olga Chajdas

Marzy o przestrzeni i dłuższej dobie. W swoich filmach szuka odpowiedzi na pytania o tożsamość, a jednocześnie chce skupić się na obrazie współczesnej kobiety. Lubi pracować z ludźmi sobie bliskimi. Choć myślała o byciu astrofizykiem, już w liceum napisała pierwszy scenariusz.

Z Olgą Chajdas, której film „3 x LOVE” zdobył Grand Prix SFF Oddalenia 2016, o pracy reżyserskiej i inspiracjach rozmawiała Samanta Stochla.

Olga Chajdas –  reżyser. Co to dla pani znaczy ?

Czternaście godzin na planie (śmiech). Możliwość opowiedzenia historii. Przyjrzenie się bohaterowi, którego się wcześniej wymyśliło. Bohaterowi, który z czasem staje się czymś innym i trzeba go posłuchać. Fascynujące jest, jak to, co wymyśliłeś, zaczyna żyć własnym życiem.

Dlaczego pani robi filmy i o czym chce pani przez te filmy opowiedzieć?

Ostatnio sama zadawałam sobie to pytanie. Jakbym miała to ująć jednym słowem, byłoby to słowo „tożsamość”, nazywanie siebie. Ale chciałabym też skupić się na obrazie współczesnej kobiety. Nie kobiecym kinie, ale kobiecie-bohaterze. Silnej, słabej, zranionej, złamanej, niedocenionej, niedostrzeżonej, samotnej, spełnionej… Mój nowy film też skupia się na kobiecie. Do tego stopnia, że nie ma ona imienia, ale nazywam ją „Kobietą” właśnie.

W którym momencie zdecydowała pani, że będzie wykonywać ten zawód?

W liceum napisałam swój pierwszy scenariusz. Nie wiedziałam jeszcze, co robi reżyser, ale ta forma kreacji wydała mi się ważna. Zawsze przeżywałam oglądane filmy, więc pomyślałam, że to właśnie będę robić. To albo astrofizyka, która do ostatniej chwili była na mojej liście.

Akademia Filmu i Telewizji w Warszawie (2003), Wydział Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi (2006), Kurs fabularny w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy (2009)… Podziwiam samozaparcie.  Wciąż podnosi pani kwalifikacje i kończy kolejne uczelnie. Co dają pani szkoły filmowe?

Kontakt z ludźmi, czytelników, „sparing partnerów” do myślenia o filmach. Zawsze podobała mi się idea zespołów filmowych. Myślę, że współczesne szkoły filmowe dają taki właśnie poziom komunikacji. Zawód reżysera jest potwornie samotny, więc grupa bliskich ludzi, myślących podobnie o filmie jest ważna.

W filmie „3 x LOVE”, który dostał Grand Prix SFF Oddalenia 2016,  porusza pani temat niechcianej ciąży… O tym się przecież nie mówi… Odważnie z pani strony. Natomiast sposób realizacji  bardzo kojarzy się z „Przypadkiem”  Kieślowskiego.  W jaki sposób powstał  pomysł na film i dlaczego w ten właśnie sposób poprowadziła pani fabułę?

Z pomysłem przyszedł do mnie Jacek Szatański, operator. Scenariusz składał się z trzech scen, ale różniły się one nieco dialogiem. Pomyślałam, że dużo ciekawiej będzie, gdy bohaterowie będą mówili te same kwestie, które na różnych etapach ich związku znaczą coś zupełnie innego. Niechciana ciąża jest pretekstem do przyjrzenia się kondycji ich bycia razem –  jak się ludzie od siebie oddalają albo co ich może jeszcze połączyć. Ciąża często wydaje się spoiwem związku. Tymczasem, jeżeli tej bliskości nie ma w ludziach, to nic jej nie oszuka. Jednocześnie jest to bardzo ważny społecznie temat, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w Polsce. Trzeba o nim mówić niejednowymiarowo, ale pokazując niuanse, które raczej niestety ludzi dzielą, niż łączą.

W jaki sposób pracuje pani nad filmami i spektaklami teatralnymi? Czy jest jakiś schemat tej pracy, czy za każdym razem wygląda to inaczej? Jak to jest, tak krok po kroku…

Ja długo dojrzewam. Słucham, rozmawiam. Potrzebuję inspiracji wizualnych, dużo oglądam. Ale ten proces za każdym razem jest inny, w zależności od projektu. Zawsze uważałam, że najważniejsze jest spotkanie – z aktorami, twórcami. To spotkanie decyduje o kształcie filmu.

Gdzie pani szuka inspiracji do swoich projektów? 

W pojedynczych wydarzeniach. Uczepiam się jednego obrazu, jednego bohatera i dookoła tego buduje strukturę. Inspiracja może przyjść z gazety, książki, muzyki, ze zdjęć, z podpatrzenia, jakiejś sceny. Nigdy nie wiadomo skąd przyjdzie, więc trzeba mieć oczy i uszy otwarte.

Efekt pracy reżysera w dużym stopniu zależy od ludzi, z którymi współpracuje. Jakie ma pani wobec nich oczekiwania?

Chcę, żeby było miło (śmiech). Nie lubię psychodramy. Potrzebuję partnerów, którzy się oddadzą i uwierzą w projekt. Oczekuję od ludzi pomysłów, zaangażowania. Przyjaźń gra tu dużą rolę, bo nie traci się czasu na poznawanie siebie i uczenie się siebie nawzajem. Wydaje mi się ważne pracować z ludźmi sobie bliskimi, którzy nie boją się również powiedzieć, gdy brniemy w złym kierunku.

Jak pani sobie radzi w trudnych sytuacjach? Podejrzewam, że na planie filmowym jest ich bardzo dużo.

To kwestia skupienia i zdecydowania. Jak się wie, czego się chce, to trzeba do tego konsekwentnie dążyć i nie dać się wciągnąć w afery. Nie lubię krzyczeć. Idealnie byłoby móc się skupić tylko na swojej pracy, ale czasem jest to niemożliwe. Pomaga wtedy autorytet i świadomość, że traktuje się ludzi jak partnerów.

Ma pani 33 lata i duży dorobek reżyserski na swoim koncie. Pracowała pani przy tworzeniu spektakli teatralnych, seriali, teledysków i filmów krótkometrażowych. Niebawem do tej kolekcji dołączy pani  debiutancki film pełnometrażowy. Na jakiej zasadzie dobiera pani projekty, przy których pani pracuje?

Tekst musi być inspirujący. Choć czasem sam pomysł czy temat wystarczy. Przy pełnej świadomości, że tekst wymaga pracy. Czasem spotkanie z jakimś aktorem czy twórcą jest ciekawe i wciąga w projekt. Zależy mi na opowiedzeniu emocji – jeżeli te są, to już jestem zainteresowana. Szukam bohaterów nieoczywistych. Tak, jak każda praca nad projektem jest różna, tak i to, co nas do niego przyciąga, może się różnić.

Pracę reżysera, którą pani wykonuje, określiłaby jako: pasję, zawód czy przekleństwo ?

Pasja, która jest zawodem, a bywa przekleństwem (śmiech).

Jaka jest prywatnie Olga Chajdas?

Trudna

A jakie są  jej marzenia?

Marzę, byśmy zaczęli uczyć się na błędach, nie cofali się jako naród. I w końcu zrozumieli, że różnorodność rozwija. A prywatnie marzę o przestrzeni i dłuższej dobie (śmiech).

Rozmawiała Samanta Stochla


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.