Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Short Waves… Czyli krótka odsłona polskiej sztuki alternatywnej. | ng24.ie

Short Waves… Czyli krótka odsłona polskiej sztuki alternatywnej.

Dnia 16.04.2011 odbył się Festiwal Polskich Filmów Krótkometrażowych pod nazwą „Short Waves”. To również dzień, w którym Polski Ośrodek Społeczno – Kulturalny (organizator festiwalu w Dublinie) po raz kolejny wpisał się w karty historii emigracji polskiej, jako organizacja szerząca kulturę polską nie tylko wśród obywateli RP na obczyźnie.

Ten krótki spektakl przedstawił naszą rodzimą sztukę również obcokrajowcom, gdyż wszystkie opatrzone były angielskimi napisami umożliwiającymi zrozumienie przekazu…. a był on, momentami, dość ciężki. No cóż – sztuka alternatywna rządzi się własnymi prawami.

Rozpoczęto krótką i zwięzłą przedmową w dwóch językach (polskim i angielskim), z podziękowaniem za liczne przybycie (mała salka, siedziba POSK przy 20 Fitzwilliam Place, Dublin 2 – wypełniona po brzegi).
W programie znalazły się filmy o różnej tematyce i w różnych stylach. Były filmy animowane („Galeria” – weekendowi klienci zagubieni w olbrzymim centrum handlowym; „Drakula” – minimalistyczna animacja o procesie powstawania myśli w czasie rzeczywistym – atak na formę i narrację, zderzenie z historią, rozumem i percepcją; „Weight” – Animowana miniatura z puentą, a obrazująca walkę wiatraka z anonimowymi, piętrzącymi się budowlami); teledyski („Penne God” grupy SzaZa – jazz? Awangarda? A może jedno i drugie? – tajemnicza muzyka, odrealniona, podwodna przestrzeń w… basenie… Wraz z pojawianiem się dźwięków, do wody wpadają… elementy wyposażenia wnętrz – dziwnie płynne… a jeszcze dziwniej – piękne; „The Drug” – zdobywca nagrody w konkursie na teledysk do piosenki grupy Royksopp, a zabijający pulsującą wizualizacją kosmosu. Głęboka czerń gwieździstego nieba rozświetlona tajemniczymi, fluorescencyjnymi kształtami… Bardzo hipnotyzujące zjawisko; „Sampled Room” – Gradka dla miłośników muzyki eksperymentalnej… tzw. coś z niczego, czyli symfonia na kieliszek, sprężynkę i… stringi. Muzyka tzw. impresjonistyczna o nieoczywistej relacji między dźwiękiem a instrumentem – a było nim wszystko… sprężynki, stringi, kieliszki, suszarki… stukanie, pukanie, dmuchanie etc.).
Wielką zagadką (nie mniej fascynującą) okazały się dla mnie dwa filmy:
„Bryła Życiorysów” – nie jestem do końca pewien czy była to grafika, czy film, czy animacja… ale tak naprawdę nie ma to znaczenia, gdyż od samego początku forma przekazu była tak mocna, iż widowisko to pochłonęło mnie bez reszty… Narratorski i pełen emocji monolog opisuje kształty ludzkich życiorysów, które czasem przypominają Obcego, czasem wylany na wodę wosk. Im bardziej powikłana linia życia tym większa i bardziej skomplikowana bryła ludzkiego losu.
„Poszukuję pewnej osoby” – autorem filmu jest Janusz Kojro, który na koniec filmu umieszcza notkę o autentyczności osób występujących w filmie… o czym? O straconych okazjach i szansach na „coś”. Romantyczne, poruszające i bezpretensjonalne wypowiedzi kilku osób w różnym wieku i o różnej płci…  „Stałeś obok mnie i czytałeś książkę… popatrzyłeś na mnie raz i się uśmiechnąłeś… szkoda, że się nie odezwałeś…” czyli: „Jak się poznać w wielkim mieście? Czasem pomagają serwisy ogłoszeniowe…”
Wśród tych jedenastu filmów na festiwalu znalazł się również, a jakże, psychodramat rozegrany w wielkanocnej scenerii. „Zmartwychwstanie” to film z udziałem: Jego, Jej, i Tego Trzeciego… ojca. Ciężki film o dramacie polskiej rodziny, gdzie Ona nienawidzi, On jest ciekawy, a Ten trzeci pragnie kochać… Finał zaskakuje…
Ciekawą historię – równie polską – zaprezentował widzom Igor Chojna, filmem o kiełbasie, alkoholu i disco-polo. „Przez Szybę” przedstawia historię młodego chłopca, który przyjeżdża na pogrzeb ciotki do małego miasteczka na prowincji. Angażuje się on nie tylko w pożegnalne rytuały, ale i… flirt.
Na koniec zostawiłem krótki film o Pani Luizie Hert. Spojrzenie za teatralne kulisy, gdzie można spotkać osobę o niezwykłym talencie… o niepowtarzalnym spojrzeniu na muzykę… o miłości do Marylin Monroe. Ta osoba – Luizy Hert – sprząta. Otoczenie „artystów” widzi w niej wariatkę i fanatyczkę… i szczerze – Aga Woszczyńska (reżyser filmu), chce byśmy tak ją postrzegali, aż do momentu, w którym Luizy zaczyna grać na skrzypcach… Finał wyciska łzy z oczu… Szkoda, że muzyka w Polsce „może być” tylko dla mas.
Dobry spektakl filmowy w wyborowym gronie. Były łzy i śmiech. POSK zasługuje na uścisk dłoni. Chylę czoła, dziękuję i czekam na „jeszcze”…


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.