Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Pomysły pojawiają się nagle – wywiad z Kabaretem Ani Mru Mru | ng24.ie

Pomysły pojawiają się nagle – wywiad z Kabaretem Ani Mru Mru

Znani z abstrakcyjnych skeczy, zwariowanych pomysłów i niecodziennych osobowości, rozśmieszają polską publiczność już od wielu lat. Teraz przyjeżdżają na Zieloną Wyspę, by rozbawić mieszkających na niej Polaków zupełnie nowym programem kabaretowym „Skurcz”. Będzie naprawdę jajcarsko! Z Kabaretem Ani Mru-Mru, żywą legendą polskiej sceny kabaretowej, rozmawiał Przemysław Zgudka.

Kabaret „Ani Mru-Mru” powstał w 1999 roku. To już w sumie 15 lat! Jak wspominacie swoje początki? Ponoć łatwo nie było…

A właśnie, że było łatwo. Kabaret powstał spontanicznie z pasji, z chęci bawienia ludzi. Przy okazji sami się świetnie bawiliśmy, to jaka tu trudność? Trochę uciążliwe było to, że brakowało nam doświadczenia logistycznego. Pojawiało się coraz więcej zaproszeń na występy, to jechaliśmy gdzie nas chcieli. Jednego dnia Pułtusk, drugiego Bogatynia, następnego Olsztyn a potem Wałbrzych. Nie przejmowaliśmy się odległościami. Spaliśmy po dwie godziny na dobę, ale bardzo lubiliśmy występować i zależało nam na tym. Teraz z perspektywy czasu można uznać to za jakiś trud. Ale do dziś zmieniło się niewiele. Teraz mamy managera, który dba byśmy w ciągu tygodnia nie robili 5 tys. km, no i śpimy 4 godziny na dobę. A pasja i chęć występów została ta sama, co 15 lat temu.

Kto z was wymyśla pomysły na skecze? Jest demokracja czy rządy żelaznej ręki?

Pomysły pojawiają się nagle. Czasami w naszych głowach, czasami inspiracją może być wizyta w chińskiej restauracji albo salonie tatuażu. Jak zobaczymy coś śmiesznego to zaczynamy to komentować i już jest pomysł. Ale demokracji nie ma. Musi być dyrektor, bo przy niektórych pomysłach nigdy byśmy nie doszli do porozumienia. Do Marcina należy ta żelazna ręka, która pisze ostateczną wersję.

Jak mordercza bywa realizacja kabaretowych programów? Ile w tym zabawy, a ile czystej harówki?

Bywa ciężko. Na przykład w zeszłym roku w Lublinie. W piątek próby od rana do nocy. W sobotę od rana do popołudnia dwie godziny przerwy i realizacja cztery godziny na żywo. Wszystko w 40-stopniowym upale, ale za to w jakim towarzystwie. Proszę sobie wyobrazić kilkudziesięciu kabareciarzy w jednym miejscu. Nawet jeśli jest harówa to zagłusza ją świetna atmosfera stworzona przez uczestników. Musi być wesoło, bez względu na okoliczności.

Co obecnie najbardziej was inspiruje w tworzeniu? Tyle absurdów wokół…

Na pewno nie polityka, bo teraz tam jest najwięcej absurdu. Inspiruje nas wszystko, co można obrócić w dobry żart. Ale musimy uważać, bo zrobiło się trochę ciasno. Dzisiaj jest dużo kabaretów na scenie, które mogą zainspirować się tym samym co my. Musimy uważać by nie powielać tych samych pomysłów. Ale czasami nie da się tego uniknąć, dzięki temu powstają wspólne projekty kabaretów pod jednym hasłem.

Jak wspominacie współpracę z Michaelem Palinem z „Latającego Cyrku Monty Pythona?”. Taka międzynarodowa fuzja nie zdarza się codziennie.

Michael Palin dla nas jest ikoną z gigantycznym dorobkiem artystycznym. Przy spotkaniu w ogóle nie dał nam tego odczuć. To przemiły i skromny człowiek . Natychmiast skrócił dystans i mieliśmy wrażenie, że kumplujemy się od lat. Poznanie go i występ z nim na scenie to wielka nobilitacja. Ten facet to legenda, filar Monty Pythona. Grał w hollywoodzkich produkcjach, m.in. z De Niro. No a teraz też z nami. Nieźle, co? To był niezapomniany dzień.

Do Irlandii wpadacie z nowym programem kabaretowym „Skurcz”. Jak zachęcilibyście widzów, by przyszli was zobaczyć?

Mamy nadzieję, że tych którzy byli na naszych występach w Irlandii nie musimy specjalnie zachęcać do przyjścia. Ale tych niezdecydowanych widzów informujemy, że w nowym programie „Skurcz” po raz pierwszy swoje talenty konferansjerskie rozwija Waldemar. No, to po prostu trzeba zobaczyć.

Rozmawiał Przemysław Zgudka

Po dwóch latach przerwy, kabaret Ani Mru Mru powraca do Irlandii z zupełnie nowym programem kabaretowym pt. „Skurcz”.

Występy odbędą się kolejno:
23 Września – Galway, The Black Box, godzina 20.00
24 Września – Cork, School of Music, godzina 20.00
25 Września – Dublin, Tivoli Theatre, godzina 17.00 i 20.00.
Cena biletu: 28 euro.

Bilety są sprzedawane online i przez organizatora w poszczególnych miastach.
Więcej: https://www.facebook.com/AniMruMruIrlandia/?fref=ts


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.