Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Polak wpadł z marihuaną za 38 tysięcy, ale uniknął odsiadki | ng24.ie

Polak wpadł z marihuaną za 38 tysięcy, ale uniknął odsiadki

Kolejny Polak wpadł z trefnym towarem. W domu polskiego mechanika mieszkającego na przedmieściach Dublina znaleziono uprawę marihuany wartą kilkadziesiąt tysięcy euro. Mężczyzna twierdził, że uprawiał ją na…własny użytek zdrowotny.

Przestępstwa związane z marihuaną są jednymi z najczęstszych występków popełnianych przez Polaków na Zielonej Wyspie. Co rusz słychać o naszym rodaku, który wpadł przy przemycie „zielska” bądź znaleziono przy nim pokaźną uprawę, którą się opiekował.

Ta druga sytuacja miała miejsce w przypadku Wojciecha K. z poddublińskiego Swords. Mężczyzna długo mieszkał w tej okolicy, nikomu nie wadząc. Przez 12 lat pracował w tym samym warsztacie. O tym, że uprawiał marihuanę znajomi i sąsiedzi dowiedzieli się po nieoczekiwanej wizycie policji w jego domu.

Powodem wizyty był anonimowy donos, zgodnie z którym mężczyzna miał posiadać narkotyki. Trop okazał się słuszny. Jak podaje „Irish Independent”, w domu zamieszkiwanym przez mężczyznę Garda znalazła sporych rozmiarów uprawę marihuany.

Policja szacuje wartość skonfiskowanych narkotyków na 38 tys. euro. Z tak dużą ilością fantów funkcjonariusze nie mieli wyboru – musieli aresztować Wojciecha K.

Na pierwszy rzut oka sprawa wyglądała na typową – można było sądzić, że ma się do czynienia z dilerem bądź przynajmniej osobą pomagającą w prowadzeniu nielegalnego biznesu. Jak się jednak okazało, w przypadku Polaka przesłanki stojące za uprawą marihuany były zupełnie inne.

Zeznając przed sądem mężczyzna uparcie powtarzał, że uprawiał ją na własny użytek. Jak twierdził, cierpiał na chorobę zwyrodnieniową stawów. Marihuana miała pomóc mu w złagodzeniu bólu związanego z dolegliwościami. Absolutnie nie zamierzał nikomu jej sprzedawać.

Mężczyzna praktycznie od samego początku współpracował z Gardą. Wskazał policjantom wszystkie miejsca, w których przechowywał „zielsko”. Wyraził także skruchę. Mimo że znaleziono przy nim dużo „gorącego towaru”, miał niemałe szczęście. Sędzia przyznał mu trzy lata w zawieszeniu. Bez wątpienia pomogły mu nieposzlakowana opinia oraz wcześniejsza niekaralność.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.