Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Plemnik czyli mysz | ng24.ie

Plemnik czyli mysz

– Nie bójcie się. Wszystko jest pod kontrolą. Jestem profesjonalnym… idiotą – uspokajał zebrany tłum 11 krotny mistrz świata, Space Cowboy. A uspokoić trzeba było. Space Cowboy żonglował na 3 metrowym rowerze włączoną piłą mechaniczną.

Tysiące ludzi przybyło w ostatni weekend na Merrion Square gdzie odbyły się zawody ulicznych artystów. Obliczono, że w centrum Dublina pojawiło się około 165 tysięcy widzów. A było na co popatrzeć. Do stolicy Irlandii przybyła czołówka artystów z całego świata, m.in. z Australii, Japonii, USA, Indii czy Nowej Zelandii. Nie zabrakło połykaczy mieczy czy ognia, zaklinaczy wężów, żonglerów czy siłaczy. Przybył m.in. Goliath, najmniejszy strongman na świecie, który w rękach giął metalowe sztaby. Aby przyciągnąć tłumy na swoje przedstawienie, trzeba było oprócz znajomości sztuczek mieć też duże poczucie humoru. Stąd w centrum Dublina słychać było powtarzające się salwy śmiechu.

– Jak myślisz co to jest? – pytał małego chłopca jeden z artystów trzymając balon w kształcie plemnika. – Mysz – usłyszał odpowiedź, nagrodzoną oczywiście wybuchem śmiechu i brawami.

Frajdę mieli też najmłodsi, dla których również przewidziano mnóstwo atrakcji. Motorowe łódki pływające w ogromnym basenie, kilkudziesięciometrowa zjeżdżalnia, czy pływające kule to tylko niektóre z nich.

– Przyjechałem tu z żoną i dwójką synów aż z Galway. Bawimy się świetnie, zwłaszcza dzieci. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała – opowiadał Marek Borowczak. Niestety pogoda była typowo irlandzka. Raz słońce, raz deszcz. Na szczęście nikt nie narzekał.


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.