Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Pijany Polak zaatakował ochroniarza, bo ten nie chciał wpuścić go do sklepu z psem | ng24.ie

Pijany Polak zaatakował ochroniarza, bo ten nie chciał wpuścić go do sklepu z psem

Polak brutalnie zaatakował ochroniarza Lidla, ponieważ ten… nie pozwolił mu wejść do sklepu z psem. Podczas pijackiego ataku mężczyźni przewrócili się na szybę, której odłamki poważnie raniły ochroniarza. Bartłomiej J. do więzienia jednak nie pójdzie.

Zdarzają się miłośnicy zwierząt, którzy swoich pupili kochają bardziej niż innych ludzi. W wielu przypadkach miłość do zwierzaków przybiera abstrakcyjne formy. Jak choćby przemożną chęć zabierania ich dosłownie wszędzie.

Jak jednak wiadomo, pies nie może wejść wszędzie. Nie obchodziło to Bartłomieja J. z Dublina. 36-latek, od dziesięciu lat mieszkający w Irlandii, był szczęśliwym posiadaczem czworonożnego pupila. Podczas jednego z majowych dni chciał wybrać się ze swoim psem na zakupy. Przed wyprawą do sklepu zdążył solidnie się zaprawić.

W Lidlu na drodze miłośnika zwierząt stanął ochroniarz. Mężczyzna kazał Polakowi zabrać psa ze sklepu. Jak podaje „Irish Independent”, żądanie rozsierdziło Bartłomieja J. Biorąc pod uwagę, że był on na cyku, w grę szybko weszły agresywne zachowania.

Polak z całej siły uderzył ochroniarza w twarz. Siła ciosu oraz stan, w którym się znajdował spowodowały, że obydwaj mężczyźni polecieli na stojącą za nimi szybę. Ta rozbiła się w drobny mak, dotkliwie ich kalecząc. Na pomoc zaatakowanemu koledze ruszyła ochrona sklepu. Obezwładnili mężczyznę i przekazali go w ręce policji.

Rany odniesione przez ochroniarza w wyniku ataku okazały się na tyle poważne, że nie do dzisiaj nie może on normalnie uprawiać aktywności fizyczne. Odłamki szkła uszkodziły jego dłoń i ramię. Do tego doszły obrażenia twarzy wynikające z ciosu pijanego mężczyzny.

Bartłomiej J. przyznał się do winy i wyraził skruchę. Wypłacił też swojej ofierze 2 tys. euro zadośćuczynienia. Jak się okazało, nie były to jego pierwsze zatargi z prawem – wcześniej był notowany za zakłócanie porządku publicznego. Do więzienia jednak nie pójdzie – sędzia skazał go na trzy miesiące w zawieszeniu na rok.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.