Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | O krok od zapaści, czyli kolejny dzień z życia północnoirlandzkiej służby zdrowia | ng24.ie

O krok od zapaści, czyli kolejny dzień z życia północnoirlandzkiej służby zdrowia

Północnoirlandzki system zdrowotny jest na skraju zapaści – tak źle nie było jeszcze nigdy. Takie dramatyczne wnioski płyną z najnowszych danych udostępniony przez Stormont. Wtórują im niezależni eksperci, posuwając się nawet do tak daleko idących stwierdzeń, że sytuacja w tutejszych szpitalach jest najgorsza w całej Europie.

Jak już wiele razy pisano, brytyjska służba zdrowia z pewnością nie należy do najlepszych na Starym Kontynencie. Litania zarzutów może ciągnąć się praktycznie bez końca. Z pewnością jednym z najczęściej wysuwanych są koszmarnie długie czasy czekania na wizytę lekarską.

Tyczy się to nie tylko zabiegów bądź poważniejszych spraw. Kolejkowy koszmar dotyczy przede wszystkim osób wybierających się do specjalisty po raz pierwszy. Mowa tu dopiero o samym początku leczenia, kiedy wraz z lekarzem należy ustalić, jakie dokładnie kroki trzeba podjąć.

Pod tym względem najgorsza sytuacja ma miejsce miejsce w Irlandii Północnej. To właśnie ten region, zdaniem ekspertów, jest „czarnym punktem” na mapie brytyjskiej służby zdrowia. Potwierdzają to nawet najnowsze dane opublikowane przez Stormont, które przytoczył „Irish News”.

Jak twierdzą parlamentarni eksperci, we wrześniu tego roku na wizytę u lekarza specjalisty czekało nieco ponad 306 tys. pacjentów. Aż 76 proc. z nich czekało przynajmniej od 9 miesięcy. „Rekordziści” czekający na swoją kolej od roku stanowią 35 proc. ogółu pacjentów.

Przypomnijmy, że skrócenie czekania na wizytę lekarską jest jednym z podstawowych priorytetów północnoirlandzkich polityków. Zgodnie z założeniami, przynajmniej połowa pacjentów powinna mieć możliwość odbycia wizyty u lekarza specjalisty w czasie krótszym niż 9 miesięcy od otrzymania skierowania. Jak widać, praktyka odczuwalnie rozmija się z teorią.

Jak twierdzą eksperci cytowani przez „Irish News” głównymi powodami takiego stanu rzeczy są przede wszystkim liczne problemy dotyczące finansowania tutejszej służby zdrowia. We znaki dają się także problemy kadrowe i błędy związane z zarządzaniem placówkami. Swoistą klamrą spajającą to wszystko w jedną całość jest oczywiście niefunkcjonujący północnoirlandzki rząd.

Zdaniem Marka Jonesa, dyrektora zarządzającego na Irlandię Północną w Royal College of Surgeons, północnoirlandzki system zdrowotny obecnie „znajduje się na skraju zapaści”. – Pracownicy służby zdrowia pracują bez wytchnienia w bardzo trudnych warunkach – podkreśla Jones, cytowany przez północnoirlandzki portal. – Jednak bez politycznego wsparcia i otrzymania należytego finansowania nie uda nam się rozwiązać długofalowych problemów trapiących tutejszą służbę zdrowia.

Jeszcze dalej w swojej krytyce posuwa się Peter Donaghy, niezależny analityk danych z Belfastu. Zdaniem Donaghy’ego czasy oczekiwania w północnoirlandzkich lecznicach są „najgorsze w całej Europie”. Ekspert twierdzi wręcz, że sytuacja jest jeszcze gorsza niż w krajach takich jak Albania czy Macedonia Północna.

W obrębie „własnego podwórka” sytuacja wygląda jeszcze gorzej – tylko w porównaniu z Anglią północnoirlandzka służba zdrowia znajduje się w 100 razy gorszym położeniu. I to mimo tego, że Irlandia Północna jest najmniej ludnym regionem Wysp Brytyjskich.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.