Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Nagi biegał po hotelu i zalał cztery pokoje. Miał uciekać przed Cyganami | ng24.ie

Nagi biegał po hotelu i zalał cztery pokoje. Miał uciekać przed Cyganami

W stroju Adama zjawił się w hotelowym holu, a potem zalał cztery pokoje. O wszystko czego się dopuścił miał obwiniać… bandę Cyganów. Eamon D. odpowie za zniszczenie mienia i zakłócanie porządku. Swoje zachowanie tłumaczył nieświadomym połączeniem alkoholu i leków, które zażywał.

Obsługa hotelowa musi być gotowa na naprawdę wiele rzeczy. Ogrom cierpliwości i nerwy ze stali są naprawdę bardzo przydatne. Niektórzy goście mogą być bowiem naprawdę problematycznymi personami. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą alkohol i nerwy.

Eamon D. okazał się jednak iście niecodziennym przypadkiem, nawet jak na hotelowego awanturnika. We wrześniu 2016 roku odwiedził jeden z hoteli w hrabstwie Donegal. Na początku nic nie wskazywało, że sprawi jakiekolwiek kłopoty. Był kulturalnym gościem, do hotelu przybył z trzyletnim synkiem. Wieczorową porą zaczął spożywać alkohol w dużych ilościach.

Jak podaje „Herald.ie”, o piątej rano zjawił się w hotelowym stroju zupełnie nagi. Wziął ze sobą synka ubranego w piżamie, którego wcześniej wyrwał ze snu. Błagał obsługę, by poszła do jego pokoju, gdyż… mieli demolować go Cyganie. Portier wybrał się do pokoju zajmowanego przez mężczyznę i dziecko, ale nikogo tam nie zastał.

Godzinę później hotelowy sąsiad D. zadzwonił na recepcję skarżąc się na krzyki dochodzące z pokoju obok. Obsługa czym prędzej popędziła, zastanawiając się, co mężczyzna znowu zmalował. Ku ich przerażeniu hotelowy korytarz był cały zalany. Woda wylewała się z pokoju wcześniej przybyłego gościa. Do którego pracownicy musieli dostać się siłą.

W środku oprócz wszechobecnej wody zastali D. w niemalże katatonicznym stanie. – Widzieliście? Widzieliście tych Cyganów? – dopytywał się gorączkowo mężczyzna. Hotelowa obsługa nie miała do wyboru nic innego, jak tylko wezwać policję. Która szybko poradziła sobie z kłopotliwym gościem.

Jak się okazało, woda lecąca z odkręconego przez mężczyznę kranu poza korytarzem i jego pokojem zalała cztery inne pomieszczenia. Straty liczono w tysiącach euro. 41-latek nie przyznawał się do umyślnego działania. Twierdził, że tej feralnej nocy niepoczytalny, gdyż miał pomieszać leki z alkoholem. Nie wiedząc, jak mogą wpłynąć na jego zachowanie.

Feralnego dnia mężczyzna przyjmował leki w związku z infekcją ucha. Jedna z zawartych w nich substancji miała źle reagować z alkoholem, o czym oskarżony miał nie wiedzieć. Właśnie ta zgubna mieszanka miała doprowadzić go do psychozy. Alkohol miał znacząco wzmocnić jego działanie. Dodatkowym „czynnikiem zapalnym” miał być silny stres – Eamon D. był wówczas w trakcie sprawy rozwodowej.

Sędzia jednak nie dał wiary jego zeznaniom. Jak stwierdził, cytując opinię ekspertów, mężczyzna musiałby zażyć naprawdę sporą dawkę leku, by doprowadzić siebie do stanu niepoczytalności. „Głównym winowajcą” okazał się więc alkohol.

Sąd uznał więc, że podczas  hotelowej demolki 41-latek był poczytalny. Oznacza to, że najprawdopodobniej będzie musiał pokryć poczynione przez siebie szkody. Niewykluczone, że po takim wyskoku była partnerka mężczyzny będzie chciała odebrać mu prawa do opieki nad ich dzieckiem.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.