Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Na podróże służbowe posłów i ministrów wydajemy setki tysięcy euro | ng24.ie

Na podróże służbowe posłów i ministrów wydajemy setki tysięcy euro

Zdjęcie: Hush Hush, CC BY 2.0 / Flickr.com

Irlandzcy politycy wydają kupę pieniędzy na zagraniczne wojaże. Oczywiście nie idą one z kieszeni podatników. Tylko na podróże samych posłów i senatorów wydaliśmy ponad 200 tys. euro. Politycy wyższego szczebla kosztują nas o wiele, o wiele drożej.

To, że coś jest zgodne z prawem, nie zawsze znaczy, że jest w porządku. Tak jak w przypadku wydatków ponoszonych przez podatników na rzecz naszej władzy. O ile zrozumiałe jest realizowanie interesów państwa z naszych pieniędzy, nie musi być to robione z aż taką pompą, by rokrocznie szły na to setki tysięcy euro.

Prawo nie zabrania jednak wydawania publicznych pieniędzy na loty pierwszej klasy i pobyty w najdroższych hotelach na świecie. Z czego skrzętnie korzystają irlandzcy politycy. Dobitnie udowadniają to dane, do których dotarł „Irish Mirror”.

W ciągu pierwszych 10 miesięcy ubiegłego roku irlandzcy parlamentarzyści odbyli zagraniczne podróże, które kosztowały nas 207 tys. euro. Oznacza to, że każdego miesiąca musieliśmy wysupłać ponad 20 tys. euro na to, by naszym politykom nie zabrakło luksusów podczas podróży służbowych.

Wśród pojedynczych wydatków dających nam po kieszeniach wymienia się m.in.: dwuosobowy lot do stolicy Paragwaju za 9,2 tys. euro, pobyt w luksusowym hotelu w Kanadzie oraz rachunek na 15,7 tys. euro za podróż pięciu parlamentarzystów do Kataru.

Jak się jednak okazuje, w dziedzinie wydawania dużych pieniędzy na podróże szeregowi politycy są amatorami, w porównaniu z tymi zasiadającymi na najwyższych stołkach. Tym razem po dane związane z ich lotami sięgnął „Newstalk.com”.

W ubiegłym roku premier i ministrowie wykonali łącznie 49 lotów – wiele z nich odbyło się prywatnym odrzutowcem. Tylko sam premier poleciał 15 razy. Najczęstszym „lataczem” okazał się jednak wicepremier Simon Coveney, który w ubiegłym roku wsiadł na pokład samolotu aż 17 razy.

Podróże najwyższej elity kosztowały nas łącznie aż 786 tys. euro. W tej kategorii cena jednego lotu wynosiła średnio 14,4 tys. euro. Najdroższą podróż zaliczył premier Varadkar lecąc do Egiptu w lutym ubiegłego roku – tylko sam przelot kosztował nas aż 52,2 tys. euro.

Oczywiście, że nie są to wyjazdy wakacyjne, a podróże służbowe związane z reprezentowaniem naszego kraju. Podczas których nierzadko zapadają ważne decyzje dotyczące Zielonej Wyspy. Pytanie tylko, czy na to wszystko potrzeba naprawdę aż takich pieniędzy.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.