Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Irlandia Północna: Wybierasz się na ostry dyżur? Na pomoc trochę sobie poczekasz | ng24.ie

Irlandia Północna: Wybierasz się na ostry dyżur? Na pomoc trochę sobie poczekasz

Ostre dyżury w Irlandii Północnej to piekło dla pacjentów. Są ciasne i pękają w szwach od pacjentów, a na pomoc trzeba czekać niekiedy naprawdę długo. Sytuacja północnoirlandzkich oddziałów ratunkowych jest na tyle kiepska, że oficjalnie okrzyknięto je najgorszymi w Wielkiej Brytanii.

Brytyjska służba zdrowia nie należy do najlepszych na świecie. Mimo że jest ona zarządzana przez państwo bogate i rozwinięte, sytuacje, które mają tam miejsce nierzadko przypominają obrazki z krajów trzeciego świata. Szczególnie „ciekawie” bywa na ostrych dyżurach.

Określenie „ostry dyżur” potrafi zmrozić krew w żyłach nawet najtwardszego twardziela. I nie chodzi tutaj o samą wizytę a męczarnie, jakie trzeba przeżyć po wejściu do poczekalni. Jeżeli ktoś otrzyma pomoc w czasie krótszym niż cztery godziny, może uważać się za prawdziwego szczęściarza.

Brytyjscy inspektorzy postanowili dogłębnie przyjrzeć się temu, jak oddziały ratunkowe radzą sobie z obsługiwaniem pacjentów w poszczególnych częściach Wielkiej Brytanii. Głównym wyznacznikiem jakości działania są wspomniane cztery godziny.

Jeżeli pacjenta uda się przyjąć w czasie krótszym niż cztery godziny – dla oddziału jest to wynik na plus. Przez pięć lat inspektorzy brytyjskiego NHS uważnie przyglądali się wszystkim ostrym dyżurom w Wielkiej Brytanii. Chcieli sprawdzić, jak radzą sobie z nagłymi przypadkami i jak szybko pacjenci otrzymują pomoc.

Jak się okazuje, te w Irlandii Północnej zebrały najwięcej „minusów”. Tylko w 63 proc. przypadków ich pacjenci zostali obsłużeni w czasie krótszym niż cztery godziny – donosi „Belfast Telegraph”. Na tle reszty brytyjskich ostrych dyżurów wynik ten jest nad wyraz słaby.

Pod tym względem najlepiej w kraju wypadła Szkocja. Wspomniane „poniżej czterech godzin” udaje się tam załatwić w ponad 90 proc. przypadków. Warto nadmienić, że część nieszczęśników, która nie załapała się do tego zacnego grona, musi czekać na pomoc niekiedy nawet powyżej 12 godzin. Biorąc pod uwagę, że w Ulsterze jest to 37 proc. pacjentów, możemy mówić o prawdziwej organizacyjnej katastrofie.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.