Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Krótki przewodnik po odszkodowaniach cz. I | ng24.ie

Krótki przewodnik po odszkodowaniach cz. I

Zacznijmy od początku. Odszkodowanie w Irlandii to poważna rzecz. Jest traktowane serio i naprawdę ma za zadanie zrekompensować krzywdy, niezależnie od tego, czy wypadek miał miejsce w pracy, na drodze lub w miejscu publicznym.

Hojność sądów jest jednak ograniczona przez uczciwość poszkodowanych. Opowiem jak to działa. Ale po kolei:

1. Za co można otrzymać odszkodowanie?
Najprościej rzecz ujmując – odszkodowanie należy się każdemu pokrzywdzonemu. Odszkodowanie wypłaca osoba, która zawiniła, czyli sprawca wypadku. Nie zawsze jest to sytuacja oczywista i prosta, bo nie każdy jest potrącony przez samochód przechodząc na zielonym przez przejście dla pieszych. Czasem sytuacja jest bardziej skomplikowana i zaniedbanie pracodawcy jest mniej oczywiste niż kierowcy przejeżdżającego na czerwonym.

Czasem zaniedbanie jest bardziej subtelne – brakuje odpowiednich narzędzi, rękawice są nieodpowiedniego rozmiaru (i powodują słabszy dopływ krwi do dłoni), narzędzia, które daje nam pracodawca są zużyte lub uszkodzone itp. Za takie rzeczy generalnie odpowiada pracodawca, niezależnie od wielkości zakładu. Przedsiębiorstwo nie może stwierdzić, że to wina kierownika i „dochodźcie sobie odszkodowania od niego”.

Pracodawca odpowiada za działania swoich pracowników wykonywane w związku z pracą. W większości przypadków nie ma z tym problemu, chyba że rzecz dzieje się po godzinach. Jest to jednak rzadki przypadek.

Druga rzecz to „szkoda” – uszczerbek na zdrowiu czy też uszkodzenie mienia.

Trzecia to związek między szkodą a zaniedbaniem. Czasem, choć nieczęsto, są jednocześnie szkoda i zaniedbanie, ale szkoda nie jest przez to zaniedbanie spowodowana. Podanie takich przykładów to zwykle długawa prawnicza pisanina, a nie chcę, by zasnęli Państwo na tym tekstem.

2. Ile euro to dobre odszkodowanie?

To zawsze jest najtrudniejsze pytanie. Krótka odpowiedź brzmi: „dużo więcej niż w Polsce”. Ale ta dłuższa wcale nie jest prosta.

Po pierwsze – zależy od tego, co się stało. Jaki uszczerbek na zdrowiu poniósł poszkodowany? Co mówi lekarz? Jak długo będzie się leczyć? Czy pozostaną jakieś problemy po zakończeniu leczenia? Czy w ogóle da się to wyleczyć? Czy będzie potrzebna operacja? Czy są blizny? Czy blizny są widoczne? Jaki wpływ wypadek i poniesione obrażenia mają na hobby? Grałeś na gitarze? Uprawiałaś sport i już nie możesz? Boli? Jak często? Jak mocno?

To tylko przykładowe pytania, bez odpowiedzi na które nie jestem w stanie nawet zgadywać „ile”.

Po drugie – czy poszkodowany w jakiś sposób przyczynił się do swojego wypadku? Przechodził przez ulicę w miejscu niedozwolonym? Miał kaptur i słuchawki na uszach? Spieszył się? Jeśli wypadek był w pracy, to czy pracownik wykonywał pracę tak, jak mu pokazali czy „oszczędzał” czas? Może zrobił coś, czego nie powinien?

Jeśli przyczynił się do wypadku, to jego sprawca będzie domagał się „rabatu” – obniżenia odszkodowania o procent przyczynienia się poszkodowanego do zdarzenia. Często jednak o tym, że poszkodowany „pomógł” wypadkowi dowiaduję się nie na początku sprawy, a raczej pod jej koniec. Wtedy słyszę zarzut: „ale na początku pan mówił, że będzie więcej”. Nie mówiłem, że będzie, ale że może być więcej.

No dobra, ale o jakich kwotach mówimy? Co prawda istnieje taryfikator, ale widełki są tam bardzo szerokie. Odszkodowania z ostatnich kilku miesięcy to na przykład: €10000 za naciągnięcie mięśni szyi w wypadku drogowym; w podobnym wypadku w zeszłym tygodniu moja klientka dostała €18500. Wypadek w pracy przy wyciąganiu przedmiotu z niewygodnego pojemnika – €75000 za uszkodzenie pleców i ból z tym związany. Znowu inne „plecy”, trochę mniej uszkodzone, wyceniono na €40000. Z kolei jeszcze inne (wraz z uszkodzonym nadgarstkiem) wyceniono na €30000, co chyba jest zbyt małą kwotą i trzeba będzie pójść z tym do sądu.

Krótko mówiąc – trudno powiedzieć.

3. Na co uważać?

Na chęć naciągnięcia ubezpieczyciela na ekstra szkodę. Już tłumaczę.

Prawo ostatnimi czasy nakazuje sądom bezwzględnie oddalać sprawy, w których poszkodowany wyolbrzymia swoje straty i obrażenia. Wiedząc o tym ubezpieczyciele wysyłają prywatnych detektywów, żeby obserwowali poszkodowanych. Przeglądają także media społecznościowe, czyli „fejsbuki” i inne „instagramy”.

Później w sądzie, zależnie od tego, co zeznaje poszkodowany, obserwacja ta jest wykorzystywana. Jeśli poszkodowany mówi, że jego życie się zmieniło i już nie może cieszyć się swoimi ulubionymi sposobami spędzania wolnego czasu, nagle pojawia się zdjęcie z „fejsa”, gdzie ten jednak może spędzać czas tańcząc breakdance, jeżdżąc wyczynowo konno albo walcząc w klatce (autentyczne przykłady). Oczywiście, jeśli próbował powrócić do aktywności sprzed wypadku, ale jest ona ograniczona lub była zbyt bolesna, trzeba o tym opowiedzieć, nie poprzestając na ogólnym stwierdzeniu, że „już nie mogę”. Jak to mówią – diabeł tkwi w szczegółach.

Obowiązkiem pokrzywdzonego jest również minimalizowanie swoich strat. Zatem, jeśli poszkodowany może wrócić do pracy – tej czy innej – to powinien. Siedzenie na zwolnieniu lekarskim całą wieczność nie jest rozwiązaniem i nie podniesie wartości sprawy – wręcz przeciwnie. Dla przykładu – jakiś czasu temu kobieta, która poślizgnęła się w Tesco dostała ponad €100000, bo sąd uznał, że bardzo starała się powrócić do pracy, ale nie mogła ze względu na ból. Gdyby tylko siedziała w domu, nie próbując wrócić do pracy, ręczę, że z pewnością tyle by nie dostała.

Jeśli pokrzywdzony nie może wrócić do swojej starej pracy, powinien szukać nowej. Jeśli nie ma kwalifikacji, powinien najpierw je zdobyć. Jeśli nie jest wystarczająco sprawny, leczyć się. Lecząc się, szukać lekkiej pracy, która nie sprawia bólu. Cokolwiek. Gdy dojdzie do rozprawy pokrzywdzony będzie odpytany ze szczegółami, w tę i z powrotem.

Tutaj dobra rada: sugeruję kupić kalendarz lub notatnik i zacząć prowadzić dziennik, żeby spisać sobie te wszystkie drobne czynności: próby powrotu do pracy, problemy z wykonywaniem ćwiczeń u fizjoterapeuty czy przenoszeniem torby zakupów z wózka sklepowego do bagażnika.

4. Dlaczego iść z tym do prawnika i ile to kosztuje?

Bo prawnik wie co robi. W ciągu ostatnich 11 lat zajmowałem się na około 5-7 tys. spraw. Rozmawiałem z kilkunastoma tysiącami ludzi o ich wypadkach. Uzyskałem kilka tysięcy odszkodowań. Oczywiście że nie samemu – wszystko to praca zespołowa. Ale widziałem tyle spraw wypadkowych, co mechanik silników. To po prostu kwestia wprawy.

Sprawiedliwość to w Irlandii ważna rzecz. Poczucie krzywdy wyrosło w reakcji na wiekową okupację wyspy i po odzyskaniu niepodległości zmieniło się w potrzebę sprawiedliwości społecznej na wszystkich polach. Tylko pamiętajcie, że idąc po sprawiedliwość należy mieć czyste ręce.

Nasza kancelaria specjalizuje się postępowaniach dotyczących wypadków i obrażeń osobistych, lecz z przyjemnością doradzimy również w sprawach dotyczących zakupu nieruchomości i udzielimy również porady w sprawach karnych. Z radością wysłuchamy i udzielimy informacji i rady. Mogą się Państwo z nami skontaktować (w godzinach pracy Kancelarii) pod numerem telefonu 01 64 000 30 lub przez stronę www.polskiprawnik.ie.
Marcin Szulc


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.