Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Jadłodajnia na medal. Jest jak w domu… | ng24.ie

Jadłodajnia na medal. Jest jak w domu…

– Klienci mają czuć się u nas jak u siebie w domu. Bo to nie jest zwykła restauracja – mówi pani Krytyna, właścicielka jadłodajni „U wujka”. Klienci potwierdzają: przychodzą tu aby się zrelaksować i co najważniejsze – dobrze zjeść.

Jadłodajnia właśnie będzie obchodziła piątą rocznicę działalności. Wszystko zaczęło się w Wielki Tydzień 2007 roku. Najpierw był pomysł – załóżmy spółdzielnię socjalną. – Ja umiem najlepiej gotować, niech będzie restauracja – podchwyciła pomysł pani Krysia. Wynajęto malutkie pomieszczenie w podziemiach centrum handlowego w centrum Dublina, przy Moore Street i… Większość uczestników się wycofała z projektu. Po dwóch miesiącach z całej grupy została pani Krysia z córką i jedną woluntariuszką. Reszta oczekiwała natychmiastowych zysków, stąd przez pierwsze miesiące trzeba było harować, aby zwrócić im ich wkłady finansowe. W dodatku okazało się, że w Irlandii nie sposób zarejestrować spółdzielnię socjalną, więc trzeba było założyć normalną firmę. Ale jak rozreklamować jadłodajnię? Nie było szyldu, nie było reklam, nie było pieniędzy… Okazało się to banalnie proste. Wystarczyło w pierwszy dzień Wielkiego Tygodnia narobić polskich babeczek i wystawić je przed lokal. – Przyszły dziesiątki osób, które poczuły polskie jedzenie. Ci już zostali naszymi klientami – opowiada właścicielka jadłodajni. A warunki były wtedy ciężkie. Cały lokal mieścił się w miejscu, gdzie obecnie jest tylko kuchnia. Wtedy klienci siedzieli tuż obok kucharek.

– A myśmy robili im naleśniki i rozmawialiśmy z nimi o życiu. Do tej pory niektórzy klienci tęsknią za tamtymi czasami – wspomina pani Krysia.

A do nich doszli nowi. W jadłodajni pracuje teraz 6 osób, a w weekendy odwiedza ją około 300 klientów dziennie. W tygodniu przychodzi po 150 osób.

– Bo tu jest najlepsze jedzenie w mieście – powiedział nam Dariusz Małecki, stały klient.

– Po prostu nie oszukujemy – zapewnia pani Krysia. Schabowy to schabowy. Świeży, prosto z patelni. Krokiety przed momentem zostały skręcone, zupa dopiero co została zdjęta z ognia. – U nas nic nie zostaje na drugi dzień, wszystko jest świeże – opowiadają kucharki. Kiedyś przyszedł do jadłodajni list z USA: „Drogie, kochane babcie z Irlandii” zaczynał się. Napisała go babcia z Ameryki. Jej wnuczka przyjechała do Irlandii na wakacje. Codziennie przychodziła do „U wujka” na pierogi. I później opowiedziała o nich swojej babci. Ta się tak wzruszyła, że napisała serdeczny list, wysłała kartkę na święta i opłatek. Co prawda zdarzają się też negatywne opinie: „to wioska, obrusy na stołach, pełno zdjęć kościelnych…” piszą niektórzy.

– Tutaj ma być jak w wiejskiej chałupie. Każdy ma się czuć jak w domu. A obrazki dostaliśmy od klientów. Nie planowaliśmy takiego wystroju – opowiada pani Krysia. Tuż przy drzwiach stoi ogromna figura Jana Pawła II. To też dar. Od polskiego artysty, Leonarda Szczura z USA. Robi on miedziane figury naszego papieża i chce, aby w każdym kraju na świecie była przynajmniej jedna. W Irlandii jest w jadłodajni „U wujka”. Bo pani Krysia za cel postawiła sobie wspomaganie Stowarzyszenia Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II, które zresztą założyła w Irlandii…


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.