Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Irlandzka „turystyka aborcyjna” żyje i ma się dobrze | ng24.ie

Irlandzka „turystyka aborcyjna” żyje i ma się dobrze

Mieszkanki Irlandii wciąż jeżdżą usuwać ciążę do Wielkiej Brytanii. Choć od stycznia aborcja jest u nas darmowa i legalna, wiele kobiet wciąż podróżuje za granicę w celu jej dokonania. Głównym powodem takiego stanu rzeczy ma być… łatwiejszy dostęp za granicą niż w ojczyźnie.

Ubiegłoroczne referendum aborcyjne zapisze się w dziejach jako jedno z najdonioślejszych wydarzeń w historii współczesnej Irlandii. Irlandczycy zadecydowali, że aborcja będzie w ich kraju legalna. Za liberalizacją przepisów opowiedziało się przeszło dwie trzecie z nich.

Przypomnijmy, że przez lata Zielona Wyspa miała jedne z najsurowszych przepisów antyaborcyjnych na świecie. W praktyce ciążę można było usunąć jedynie w przypadku zagrożenia życia matki. W pozostałych przypadkach kobieta musiała urodzić dziecko.

Jeśli chciała usunąć ciążę, musiała wyjechać za granicę – najczęściej do Wielkiej Brytanii. Tak zwana turystyka aborcyjna była w Irlandii regularnym zjawiskiem. Jak przypomina „The Journal.ie”, w 2016 roku w Anglii i Walii aborcji poddało się aż ponad 3,2 tys. Irlandek. Stanowiąc tym samym prawie 68 proc. osób spoza Wysp, które przybyły usunąć tu ciążę.

Od stycznia nie muszą już tego robić. Przynajmniej teoretycznie. Mimo zdecydowanej zmiany przepisów aborcyjnych wiele Irlandek chcących usunąć swoje ciąże wciąż podróżuje do Zjednoczonego Królestwa.

Zgodnie z danymi udostępnionymi przez „Irish Independent”, tylko w styczniu i lutym tego roku do Zjednoczonego Królestwa wybrało się 85 kobiet chcących dokonać aborcji. Co prawda jest to liczba zdecydowanie mniejsza niż w ubiegłym roku – w styczniu i lutym 2018 roku tego typu podróże odbyło 157 kobiet. Mimo tego dziwi fakt, że w ogóle mają one miejsce – w końcu w Irlandii można zrobić dokładnie to samo i to w dodatku za darmo. Po co więc wyjeżdżać w tym celu za granicę?

Jak się okazuje, nowa rzeczywistość wcale nie jest taka kolorowa. Zgodnie z doniesieniami zainteresowanych kobiet przytoczonymi przez irlandzki portal, poddanie się aborcji w Wielkiej Brytanii jest łatwiejsze niż w Irlandii.

Główną przeszkodą w Irlandii ma być mnogość procedur i formalności, które należy spełnić, by móc poddać się zabiegowi usunięcia ciąży. W praktyce jest to wyścig z czasem – w Irlandii aborcji można poddać się tylko do 12 tygodnia ciąży. Po tym okresie zabieg taki można wykonać tylko w przypadku zagrożenia życia matki.

Kolejnym „ale” ma być kwestia podejścia lekarzy do tego samego zabiegu. Jak przypomina „Irish Independent”, jeszcze w ubiegłym roku przed wprowadzeniem nowych przepisów dwie trzecie z nich twierdziło, że nie podejmie się usuwania ciąży.

Innymi słowy – choć prawnie mamy zielone światło, organizacyjnie i społecznie sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. O ile przepisy można zmienić z dnia na dzień, z podejściem lekarzy i formalnościami jest już znacznie trudniej.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.