Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Irlandzcy prezesi na pewno nie narzekają na biedę. Zgarniają grube miliony rocznie | ng24.ie

Irlandzcy prezesi na pewno nie narzekają na biedę. Zgarniają grube miliony rocznie

Eksperci z Irish Congress of Trade Unions (ICTU) właśnie opublikowali dane dotyczące zarobków prezesów największych irlandzkich firm. Patrząc na ich pensje idzie być naprawdę zazdrosnym. Dość powiedzieć, że prezesowska roczna średnia w Irlandii wynosi ponad… 2 mln euro.

Nie od dziś wiadomo, że do najlepiej zarabiających należą dyrektorzy wielkich firm. W przypadku bycia wysoko postawionym wysoka pensja jest bardziej niż oczywista. Zwłaszcza, jeśli mówimy o tych największych gigantach.

Finansowi eksperci z ICTU postanowili przyjrzeć się szefom szefów na Zielonej Wyspie. Pod lupę wzięli zarobki dyrektorów generalnych największych irlandzkich korporacji. Wśród których znalazły się m.in. Kerry Group, Glanbia, Ryanair czy AIB. Oprócz podstawy w raporcie uwzględniono także bonusy takie jak premie czy dodatki motywacyjne.

Najwięcej zarabia prezes CRH Albert Manifold. W 2017 roku Manifold, stojący na czele największego irlandzkiego producenta materiałów budowlanych, wyciągnął aż 8,7 mln euro. Na tę zawrotną kwotę w ogromnej mierze składają się różnej maści dodatki – jego podstawowa pensja to „ledwie” 1,4 mln euro.

Na drugim miejscu korporacyjnych krezusów wylądował Edmond Scanlon z Kerry Group. W jego przypadku pensja z dodatkami wyniosła 5,3 mln euro. Na trzecie miejsce podium załapał się dyrektor generalny DCC Donal Murphy  – dwa lata temu zarobił 5,3 mln euro.

Wspomniane miliony potrafią przyprawić o prawdziwy zawrót głowy. Nawet w przypadku „średniaczków” jest czego pozazdrościć. Wśród 26 najbogatszych firm średnia pensja irlandzkiego prezesa z dodatkami wynosi bowiem aż 2,3 mln euro.

Jak przypomina FRS Recruitment, pod koniec 2018 roku irlandzka średnia pensja wynosiła 38,8 tys. euro. Oznacza to, że aby móc zgromadzić roczną średnią pensję „przeciętnego” irlandzkiego prezesa, irlandzki średniak musiałby harować… 59 lat.

Jak więc widać, nie trzeba porównywać najbogatszych z najbiedniejszymi, by ukazać zjawisko przepaści zarobkowej. Ta w ogromnych rozmiarach występuje już między najbogatszymi a normalnie zarabiającymi. Na dokładkę warto dodać, że w przypadku zarobków „super-prezesów” mamy do czynienia z tendencją wzrostową – w porównaniu z 2016 rokiem podskoczyły one o 6 procent.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.