Przez trzy miesiące leżał w śpiączce. Gdy się obudził poznał swojego synka

Historia rodem z dramatycznego filmu naprawdę wydarzyła się w Irlandii Północnej. Jonny z hrabstwa Tyrone przez trzy miesiące leżał w śpiączce. Gdy udało mu się obudzić, poznał swojego nowonarodzonego syna. Wzruszającą historią podzielił się z „Irish Mirror”.

Jakkolwiek wszystko wydarzyło się przed siedmioma laty, mężczyzna swoją historią postanowił podzielić się dopiero teraz. Zwłaszcza, że ta jeszcze nie dobiegła końca. Do dziś Jonny musi uczyć się żyć na nowo.

Mieszkaniec hrabstwa Tyrone pracował jako inżynier w jednej z północnoirlandzkich firm. W październiku 2010 podczas pracy padł ofiarą wypadku. Kawał stalowej blachy mocno uderzył go w głowę. Mężczyzna stracił przytomność i został zabrany do szpitala.

Natychmiast pojawiła się przy nim jego narzeczona Arlene. Sytuacja wyglądała na bardziej niż poważną. Mężczyzna znajdował się w śpiączce, a uderzenie blachą spowodowało silne uszkodzenia w mózgu. Prognozy nie należały do optymistycznych – Jonny mógł nigdy się nie obudzić.

Kobieta była wówczas w zaawansowanej ciąży. Na świat miał przyjść chłopiec. Bez względu na wszystko musiała go urodzić. Chciała zrobić to dla Jonny’ego. Wierzyła, że mężczyzna wybudzi się ze śpiączki, pozna swoje dziecko i wróci do normalnego życia.

Arlene się nie myliła – po trzech miesiącach oczekiwania i niepewności mężczyzna otworzył oczy. Kontakt z nim był jednak utrudniony. Zarówno dwunastotygodniowy stan wegetatywny jak i obrażenia sprawiły, że zapomniał wielu podstawowych rzeczy. Chodzenie, mówienie, samodzielne zajmowanie się sobą… Wszystkiego musiał uczyć się od nowa.

Miał jednak motywację, żeby żyć – swoją kochającą żonę i wspaniałego synka. Gdy po raz pierwszy zobaczył go na oczy wiedział, że musi walczyć o normalne życie. Po to, by móc go wychować i obdarzyć ojcowską miłością.

Od tamtych wydarzeń minęło siedem lat. Teraz Jonny i Arlene są już małżeństwem.  Jay-J ma siedem lat. Jego tata ma się już o wiele lepiej. Jakkolwiek jego powrót do normalności trwa dalej, jest już o wiele lepiej.

Normalnie mówi i chodzi. Wrócił nawet do pracy – w tej samej firmie, w której pracował przed wypadkiem. Z Arlene wzięli ślub. Są razem już siedemnaście lat. Niedawno urodziła im się córeczka Skye.

– Musiałem wrócić bo wiedziałem, że moje dziecko potrzebuje ojca – mówił Jonny „Irish Mirror”. – On był moją siłą napędową. Jak zaznacza mężczyzna, nie udałoby mu się osiągnąć tego wszystkiego bez kochającej żony. Która przez te wszystkie lata całym swoim sercem pomagała mu wrócić do zdrowia.

Historia Jonny’ego po raz kolejny pokazuje, że to życie pisze najciekawsze scenariusze. Te niestety nie zawsze są wesołe. Na szczęście w jego przypadku mamy do czynienia z przysłowiowym happy endem.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.