Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Blessington płacze po Jamesie Nolanie, kibicu z Irlandii, który utonął w Polsce | ng24.ie

Blessington płacze po Jamesie Nolanie, kibicu z Irlandii, który utonął w Polsce

– To był bardzo wesoły chłopak. Zawsze opowiadał dowcipy, zawsze był pozytywny – wspominają go znajomi. Niestety wrócił on z Polski w trumnie. Pochowano go w Blessington, gdzie mieszkał.

Blessington to małe miasteczko, 30 kilometrów od Dublina. Leży przy drodze N81 ze stolicy do Tullow. Mieszka tu około 5000 ludzi i całe życie skupia się wokół głównej ulicy. Jest tu kilka sklepów, stacja benzynowa i puby. Właśnie w jednym z nich od 5 lat pracował James Nolan. Dwudziestojednoletni fanatyk piłki nożnej, który pojechał do Polski kibicować narodowej reprezentacji. To miała być jego podróż życia. Niestety zakończyła się w Bydgoszczy. Tam chłopak utonął w rzece Brdzie. W Blessington niemal każdy znał bądź słyszał o Jamesie.
– Taki miły chłopak, pracował w pubie Murphy’s. Zawsze był uśmiechnięty i miał świetne poczucie humoru – niemal każdy zapytany mieszkaniec miasteczka wiedział coś o Jamesie.
W pubie, w którym pracował na ogromnej ścianie zawieszono jego duże zdjęcie na tle irlandzkiej flagi. Z boku, tuż przy barze znajduje się mały ołtarzyk ze zdjęciem chłopaka.
– Świetny pracownik, bardzo dobry kolega – wspominają go koledzy z pracy. A w pubie pracował od pięciu lat. Najpierw zbierał kufle, później awansował i stanął za barem.
– Cały czas opowiadał nam o swojej wyprawie do Polski. To miała być jego podróż życia… – wspominają koledzy.
Piłka nożna była jego hobby. W lokalnym klubie grał od 9 lat. Miał podobno talent. W innych okolicznościach pewnie by się cieszył, że największa gwiazda i kapitan reprezentacji, Robbie Keane po zdobytym golu w spotkaniu Los Angeles Galaxy z Vancouver Whitecaps piłkarz zaprezentował klubową koszulkę z napisem „R.I.P. James Nolan” (ang. Spoczywaj w pokoju Jamesie Nolanie”). Później zadzwonił też do rodziny chłopca z kondolencjami. Niestety. Nikt się z tego nie cieszył…

Utopił się w Brdzie
James Nolan do Polski przyleciał kibicować reprezentacji Irlandii razem z grupą przyjaciół. Ostatni raz widziano go w pubie PRL w centrum Bydgoszczy w nocy z 16 na 17 czerwca. Wtedy rozstał się z przyjaciółmi i poszedł w nieznanym kierunku. Później kamery CCTV zanotowały, że szedł w kierunku rzeki. Przez kilka dni cała Polska szukała Irlandczyka. Pojawiały się informacje, że pojechał do Berlina, bądź innego polskiego miasta. Ciało znaleziono po kilku dniach na dnie Brdy. Sekcja wykazała, że chłopak utonął, bez udziału osób trzecich. Na sobie wciąż miał koszulkę z Chuckiem Norrisem, a w kieszeni portfel i telefon. Bydgoszczanie do dziś gromadzą się w miejscu, gdzie wyłowiono zwłoki Irlandczyka, zapalają znicze i modlą się. W geście solidarności z rodziną chłopaka, mieszkańcy Bydgoszczy zamierzają wywiesić przepasane kirem flagi Irlandii. Na budynku magistratu także zawisła opuszczona do połowy masztu, przepasana kirem flaga Irlandii. Do Polski przyjechała jego rodzina, aby zabrać zwłoki. Podziękowała Polakom za wsparcie i pomoc…


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.