Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Aborcja w Irlandii Północnej: mało kto będzie chciał ją przeprowadzić | ng24.ie

Aborcja w Irlandii Północnej: mało kto będzie chciał ją przeprowadzić

Mimo że aborcja stanie się w Irlandii Północnej legalna, już teraz wielu pracowników służby zdrowia deklarują, że nie będą chcieli usuwać ciąż. W związku z tym wystosowali już nawet list otwarty, w którym stanowczo sprzeciwiają się nowym zmianom w prawie. Czy oznacza to, że na północy Zielonej Wyspy sprawy pozostaną po staremu?

Przez wiele lat dokonanie aborcji na terenie Irlandii Północnej było niemożliwe. Choć w 1967 roku Wielka Brytania zalegalizowała usuwanie ciąży, Irlandczycy z Północy nie przyjęli zmian w prawie. Kobiety chcące usunąć ciążę przez wiele lat musiały jeździć do innych regionów Zjednoczonego Królestwa.

Sytuacja diametralnie zmieniła się w tym roku. Jako że od dłuższego czasu Irlandia Północna pozostawała bez funkcjonującej władzy wykonawczej, brytyjski parlament postanowił wziąć sprawy w swoje ręce w kwestii legislacyjnej. Tym samym forsując przepisy wprowadzające niemałe zamieszanie.

Chodziło o legalizację małżeństw jednopłciowych i aborcji. W Westminsterze ustawa przeszła. Zmian w prawie nie udało się zablokować północnoirlandzkiemu rządowi, który nie zdążył uformować się na czas. Oznacza to, że rewolucja w północnoirlandzkim prawie stała się faktem.

Fakt wprowadzenia tak przełomowych zmian nie oznacza, że mieszkańcy Północy je popierają. Wręcz przeciwnie – ogromna część jest przeciwko liberalizacji przepisów aborcyjnych. Jak przypomina „Belfast Telegraph”, reformom sprzeciwia się 52 proc. społeczeństwa. Za zmianami opowiada się z kolei 39 proc. głosujących, reszta nie ma w tej sprawie zdania.

Sprzeciw najbardziej widać wśród rządzących Irlandią Północną polityków. Spośród członków Demokratycznej Partii Unionistycznej prawnym nowościom sprzeciwia się aż 77 proc. z nich. Nie podobają się one również Ulsterskiej Partii Unionistycznej – przeciw opowiada się 53 proc. jej członków. W pozostałych partiach zasiadających w ławach niedziałającego parlamentu głosy sprzeciwu są nieco mniej donośne, ale wciąż odczuwalne.

Odgórnie narzucone przepisy mają więc ogromny opór społeczny. Do którego tłumnie dołączają pracownicy tutejszej służby zdrowia. Jakkolwiek przepisy dotyczące aborcji wejdą w pełni w życie dopiero z końcem marca przyszłego roku, już teraz lekarze, pielęgniarki i położne tłumnie zapowiadają, że nie zamierzają brać w tym udziału.

Jak podaje „BBC”, Andrew Cupples, północnoirlandzki lekarz rodzinny, wystosował do polityków list otwarty. Podpisało się pod nim 911 pracowników służby zdrowia. Przesłanie listu jest proste – niżej podpisani nie zamierzają pomagać w przeprowadzaniu aborcji. Niektórzy są nawet gotowi zrezygnować z pracy, jeżeli zostaliby do czegoś takiego zmuszeni.

Dlatego też wzywają prawodawców do zagwarantowania, by w tej sprawie mogli postąpić zgodnie z własnym sumieniem. W tej kwestii szczególnie narażone mają być pielęgniarki i położne – nie obowiązują ich bowiem dokładnie te same przepisy co lekarzy.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.